Menu

MARKOMANIA

o muzyce, z kulturą

Zwykła skorumpowana ludzka miłość

maro6533

images.duckduckgo.com4

 

Od czasu, kiedy płyta "Sunbather"[2013], zyskała zasłużony rozgłos, uznanie fanów i przychylność międzynarodowej prasy muzycznej, kalifornijski Deafheaven szybko pojął, że musi ostatecznie udowodnić swoją wartość, demonstrując światu coś wyjątkowo zuchwałego. Wydany dwa lata później album "New Bermuda"[2015], onieśmielił słuchaczy zbiorem pięciu wysokooktanowych kompozycji napędzanych skrajnie mroczną agresją. Najnowsze wydawnictwo Deafheaven "Ordinary Corrupt Human Love"[2018], z rozmysłem uchyla drzwi łagodniejszym akcentom, nie gubiąc przy tym kruczoczarnych, metalowych korzeni.

 

deafheaven_ordinary_600_600 

 

Deafheaven dramaturgię płyty ustawia dokładnie tam, gdzie byśmy tego oczekiwali. Choć obecny, poszerzony do pięciu osób skład zespołu kreatywnie odnosi się do lirycznych elementów rocka, w tym rocka progresywnego, to wcale nie oznacza, że automatycznie zostaniemy teleportowani w objęcia zespołu Genesis. Deafheaven stał się zdecydowanie odważniejszy, jeśli chodzi o czerpanie z obszarów oznakowanych nietypową dla metalu etykietą. Natomiast porywająca ekspresja grupy, niezmiennie pozostaje na swoim miejscu.

"Honeycomb", okazał się być przedsmakiem nowego materiału. Pierwszy singiel był sprytnym posunięciem, ponieważ brzmi jak stuprocentowy Deafheaven. Tutaj zespół gra w pełni rozpoznawalną gitarową konfiguracją - jej maniakalnym stylem. To wielopłaszczyznowa kompozycja, która przemieszcza się pomiędzy thrashem a hard rockiem, a następnie stopniowo przechodzi w delikatne outro, które wokalista George Clarke, zakotwicza emocjonalnym wyznaniem: "Ludzie nadal walczą o sen / Ludzie nadal walczą o wytchnienie".

Na drugim singlu "Canary Yellow", linia gitar długo buduje melodyjną narrację, przekształcając początek nagrania w rodzaj dryfującego pejzażu. Utwór raptownie eksploduje, a potem zgodnie z oczekiwaniami stopniowo zrywa z furią, z czego zresztą Deafheaven słynie. Ich przewidywalne podejście do kompozycji, nie ma żadnego negatywnego skutku. Jest chronione kompozytorską biegłością postawioną niemalże na ostrzu noża. Nagranie otwierające album "You Without End", może zaskoczyć obecnością ścieżki fortepianu zamykającą Deafheaven w nieco lżejszej, transcendentalnej bańce. Z kolei schowany w centralnej części projektu klejnot shoegaze "Near", dzięki niezaprzeczalnej urodzie, ma szanse na podium w całej, czteropłytowej dyskografii zespołu.

Trzeba posłuchać: "Honeycomb", "Canary Yellow", "Near".

 

 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Igor] 192.73.238.*

    Już Sunbather zwrócił moją uwagę świetnymi partiami gitar ukrytymi za ścianą dźwięku. Nowy Deafheaven idzie dalej, wydobywając je na powierzchnię, zachowując przy tym wszystkie swoje patenty. Słucha się naprawdę miło:)

  • Gość: [Szymon Stasiuk] *.colo.transip.net

    Na wschodnim wybrzeżu US wysyp bardzo pozytywnych recenzji podkreślających progres grupy. Jak widzę album szybko się rozprzestrzenia po świecie. Osobiście czekam do piątku na winylowy LP.

  • Gość: [Robert Domagała] *.psychz.net

    Płyta niesie w sobie wystarczająco duży ładunek emocji [teksty, dramaturgia], że jestem w stanie w pełni zaakceptować eksperymentalne oblicze kapeli. Dla mnie 7-8/10, przy dość ortodoksyjnym nastawieniu do black metalu.

© MARKOMANIA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci